Roz jeden chory umarł i dostoł sie do nieba. Święty Pieter go wpuscił i
widzi, że ten nieboszczyk sie smieje i smieje, a wniebie to tam tyla śmiechu
nie ma.
Roz przyszedł górnik do dochtora i prawi mu:
- Panie dochtorze prowda to, ze kobiety żyją dłużej niż chłopy?
- Panie dochtorze, prędko, prędko, nasz Alojzik złykł korkociąg! - telefonowała matka do dochtora.
Jednego też roz operowali i w środku w brzuchu mu nożyce zostawili. No to też musieli
drugi roz operować. Jeszcze dobrze po tej drugiej operacji do siebie nie przyszedł
jak wlozł ten dochtór co go operowoł do sali i zawołoł:


- Powiedz mi duszo - pado Piotr - po jakiemu ty sie tak śmiejesz?
- A dyć z tego, żech już blisko od godziny tu w niebie a oni mie tam na
dole jeszcze operują!
- Panie dochtorze tamten rejonowy dochtór to mi niedogodził. U niego się ludzie na co innego leczą
a na co innego umierają.
- Jak to może być? I mie tak nie jest. U mie ludzie umierają na to, na co ich leczę
- Ja, a przede wszystkim wdowy! - pado dochtór.
- Już lecę, zaroz tam będę, a coście dotąd robili?
- Otwarli my flachę nożem!
- Nie ma tam gdzie mojego parasola?
Chłop z mety zemdloł!

