Antek i Francek poszli roz do restauracji. Zjedli, wypili i wyszli. Jak byli
już na dworze, Antek pyto Francka:
- Antek co robisz jutro?
- Antek! Co ty tak źle wyglądosz?
Roz Antek i Francek wyjechali se do Paryża. Siedli se w takim fajnym lokalu
i chcieli coś dobrego zjeść. Jednak Antek sie boł, że sie z kelnerem nie dogodają,
bo przecę nie znają francuskiego.


- Ty, czyś ty zgłupioł? Po jakiemu dołeś portierowi aż 100zł?
- A czys ty widzioł jaki on mi doł płaszcz?
- Kanarka piorę!
- Cos ty, on ci zdechnie!
- Ale skąd!
Po dwóch tydniach już zaś sie spotykają.
- Co tam z kanarkiem? - pyto Francek.
- Zdechł ale nie przy praniu ino przy wykręcaniu!
- Człowieku dziwisz się? Tako robota! Cały dzień na kolanach!
- A długo tam już robisz?
- No, w poniedziałek mom zacząć.
- Nic sie nie bój Antek - pado Francek. - Jo znom francuski i jak ino kelner
przyjdzie to zaroz wszystko zamówię.
No i przyszedł kelner i Francek pado:
- La kelner, dwa razy la supa, la kotlet, la kapusta, la lody i la piwo.
Kelner zamówienie przyjął, przyniósł obiod, zjedli i chcieli płacić.
- La kelner - zawołoł Francek - la płacić.
Kelner wypisywoł rachunek a Francek pado do Antka:
- No i widzisz, takeś sie boł, a jo przecę umię po francusku. Widzisz to trzeba
ino przed każdym słowem dodać "la".
A na to kelner: - Ty byś pieronie głodny chodził jak by jo nie był z Siemianowic!

