Staro Grzesiczka poszła se we Wielki Piątek do spowiedzi. Jak ją już ksiądz
wyspowiadali padali jej:
Młoda dziołcha wleciała uradowano do izby i pado:
Roz jedna baba chodziła po targu i tak wołała:
Roz przyszła tako staro babka do dochtora i pado, że ją boli pęcherz. Dochtór
ją wysłuchoł, zbadoł i pedzioł coby mocz do zbadanio przyniosła. Za porę dni
baba przyniosła cały kibel pełny. Dochtór spytoł:
Roz jechała jedna baba tramwajem do Chorzowa. Konduktorka pyto ją kaj jedzie?
- Baba nie jest człowiekiem! A wiecie po jakiemu nie? Bo jak sie na nią
zawoło: Hej człowieku!, to ona sie nigdy nie obróci, a chłop zawsze!


- No to teraz już nie grzeszcie wiecej. Patrzcie, akurat momy dziś dzień kiedy
Pon Jezus umarł i...
- Co? Umarł? Naprowda? No patrzcie! Też my tam pod tym lasem nigdy nic nie wiemy.
- Babko, pamiętocie wy jeszcze jak wos kto pierwszy roz pocałowoł?
- Coś ty, jo już nawet tego ostatniego nie pamiętom.
kupią se gęś, już nawet oskubano, ino nie miałach serca żeby ją zabic.
- Z wiela to dób?
- Z mojej jednej panie dochtorze!
- Do Chorzowa - pado baba.
- Do Starego? - pyto konduktorka, no bo to i Stary Chorzów jest.
- Nie! - pado baba, - do Emy prać.

