Roz w kopalni było dwóch kumplów. Antek i Francek. Antek był bardziej leniwy od
Francka. Toż też roz zjechoł na dół fedrować, ale nie chciało mu sie łopaty brać.
Zostawił ją na wierchu i przywiesił do niej kartkę: "Francek jak zjedziesz na dól, weź
moją łopatę boch ją zpomnioł Antek".
Jechoł górnik samochodem. Po drodze zatrzymała go panienka i prosi, żeby ją podwiózł.
Jak jechali przez las, jemu zachciało sie loć. Powiedzioł: - wyboczcie panienko, muszę
wyjść i coś w motorze zrobić. Wylozł, podniósł maskę i udawając, że robi przy motorze,
loł do rowu.
- Wiesz Antek - pado Francek - jo to bych tak chcioł fedrowac na Północnym Biegunie.
Roz na dole górnicy chcieli se w karty pograć. Nie mieli jednak pieniędzy i umówili sie,
że zamiast pieniędzy to se w gębę strzelą. No i dobrze. Teroz tasują już karty a tu
jeden prask w pysk, tego co tasowoł.


Francek se kartkę przeczytoł i na drugiej stronie napisoł: "Łopaty żech nie widzioł Francek".
A z tego rowu głos:
- Ty pieronie, co robisz?
- Cicho...mom w aucie kobietę, cicho!
- A co ty pieronie myślisz, że jo tu z królikiem siedzę?!
- Ale coż ci sie też zachciało?
- Bo widzisz, tam jest pół roku noc, to bych społ i leżoł, że aż hej.
- No ja, ale tyś zapomnioł, że tam jest pół roku dzień, to byś ale fedrowoł!!
- Coś ty! Przecę mie obowiązuje ośmiogodzinny dzień pracy.
- Pierona! Co robisz? Dyć żech jeszcze ani dobrze nie pomieszoł?
- No ja, ale przecę trzeba coś zawsze na początek dać do banku nie!?

